piątek, 14 marca 2014

Prac ciąg dalszy.

Dzisiaj udało mi się ściągnąć 90% starych naklejek oraz wymienić resztę żaróweczek w desce rozdzielczej i na panelu środkowym. Żarówki da się kupić osobno i wystarczy wymienić w cokoliku. Typ żarówki T05 12V 1,2W - kupiłem całe opakowanie 10szt. = 10zł. Po czym skręciłem kokpit. W nawiewach żarówki miały zielony gumowy kondom, który niestety się wziął i skubany uszkodził, więc będę szukał jakiegoś zamiennika tej zielonkawej gumki(folijka od cukierków albo lakier do paznokci, a może zielony marker?), gdyż z prawej strony panel nawiewów świeci zbyt "biało".
Zobaczcie jak ładnie świeci wieczorową porą:


...w tym miejscu pojawił się mały problem, gdyż świeci się kontrolka ładowania, której żarówkę oczywiście też wymieniłem. Szukając rozwiązania problemu ładowania ("qwa, już alternator się wziął i spier... papier?") natrafiłem na informację, że żarówka ta musi być 3W, gdyż wzbudza ona prąd ładowania. Tak więc jutro czeka mnie szukanie nowej żarówki 3W w cokoliku lub na wymianę.
Jeżeli to nie pomoże, to mam w planie wymianę altka na takiego od BMW e30 (podobno po malutkiej przeróbce idealnie pasuje), a oryginalny poldonowy będę miał na wymianę (po uprzedniej naprawie of coz).

Ponadto "po kosztach" kupiłem od znajomego radyjko Pioneer, za oszałamiającą kwotę 30zł, nowoczesne, na CD, stary kaseciak pójdzie jednak w odstawkę, gdyż nie ma RDS.
Patrzcie jakie śliczne:


Montaż i odsłuch nastąpi jutro, gdyż dzisiaj już jest troszkę za ciemno.

czwartek, 13 marca 2014

Pierwsze prace - nareszcie.


Dzisiaj wreszcie mogłem się zająć pierwszymi pracami przy wozie. Na pierwszy ogień zaplanowałem sobie prace "doraźne", niewymagające narzędzi i wielkich nakładów.
Nabyłem żarówki do deski rozdzielczej (4 szt. x 1zł) i zegarku (1szt. x 3zł), bo oprócz kontrolek nic się nie świeciło. Będąc w motoryzacyjnym przez przypadek dojrzałem piękne pokrowce na zagłówki, lśniąco-białe (to one były jak je wyprodukowali 20 lat temu) z czarnym napisem POLONEZ, wiszące na wieszaku jeszcze chyba od czasów PRL (na opakowaniu jeszcze 6-cyfrowy numer telefonu do pani - firmy produkcyjnej z Poznania, i ta gustowna metka narysowana markerem).


Podczas wymiany okazało się, że linka licznika jest przy zegarach zaplombowana oryginalną plombą FSO - wnioskuję po tym, że przebieg 170tys. km. mam oryginalny :)


Podczas rozbebeszania deski oczywiście musiałem coś popsuć (parafrazując "coś trzeba popsuć, by naprawić móc coś"), ale brakło mi już cierpliwości. Inżynierowie z Daewoo-FSO budowali wcześniej chyba czołgi, bo po odkręceniu 6 śrub pochowanych w różnych miejscach, odczepieniu chyba 8 zaczepów (po uprzednim demontażu kratek nawiewów), obudowa deski i tak w jednym miejscu nie chciała puścić. Że ktoś wcześniej już chyba próbował ją zdjąć i napotkał ten sam problem - była nadpęknięta w obu rogach. Długo się nie namyślając naciąłem ładnie nożem i wyłamałem ładnie resztę, na szczęście w takim miejscu, że prawie nie będzie widać ;)


Po namacaniu linki (wie ktoś jak to założyć spowrotem?) i wymianie 4 żarówek decha świeci jak nowa! Jeszcze całej nie złożyłem, jutro muszę jechać po następne żarówki, bo dzisiaj wziąłem tylko 4 (gdyż zapomniałem ze sobą wziąć na wzór i nie byłem pewny, czy dobre kupuję).
Ale po wymianie tych 4 żarówek i tak jest kolosalna różnica:


No i oczywiście w zegarku też wymieniłem, bo spoglądanie na komórkę żeby zobaczyć która godzina nie jest zbyt wygodne w czasie jazdy:


Przy okazji przekonałem się, że mam bardzo ładne oryginalne fabryczne dywaniki "Made by FSO". Mały detal, a cieszy :)


No i na koniec wisienka na torcie, czyli piękne PRLowskie pokrowce, świeżo wyjęte z fafnasto-letniej folijki (co prawda na nieco starszy kształt zagłówka, ale i tak zajebiste :) )



środa, 12 marca 2014

Home, sweet home.

No i wróciłem.
Oto przed domem dumnie stoi lśniący bolid ze stajni Daewoo-FSO. Jak na sportowe samochody przystało - ma czerwony lakier (jak każdy najszybszy samochód - nie na darmo Ferrari wzorowało się na FSO przy projektowaniu F40, poza tym podobno laski na to lecą). Nowoczesna stylistyka wraz ze zgrabną i smukłą bryłą nadwozia jest w niesamowitej harmonii. "Bellisima!" krzyknąłby Canaletto - gdyby jeszcze żył. Nadwozie typu kombi, kratka i wpis w dowodzie "samochód ciężarowy" jest tylko dla zmyłki.

Sportowy charakter nadwozia został podkreślony przez owiewki szyb tylnych, które wykonane zostały w najnowocześniejszej technologii nanowłókien węglowych, opracowanych w NASA. Gdyby w Apollo 13 takie mieli, to by nic im się nie popsuło.

Niesamowicie dynamiczny silnik 1.6 MPI nawet nie wiem ile ma koniuf Mechanicznych, bo boję się zajrzeć w dokumentację techniczną przygotowaną przez najzacniejszych inżynierów z fabryki na Żeraniu (fakt, że aż zamykałem oczy z przerażenia po wdepnięciu pedału i robiłem sięblady z powodu odpływu krwi w kierunku pleców), natomiast moment obrotowy jest iście diabelski, aż zrolowało asfalt u mnie pod domem i teraz muszę jeździć po szutrze (a tylko musnąłem delikatnie gumiakiem pedał gazu...). Jak przystało na sportowy samochód - odpalanie odbywa się za pomocą czerwonego guzika, a nie jak w lamerskich cywilnych samochodach dla blondynek i prezesów, kluczykiem.
Silnik oczywiście zgodnie z najnowszymi przepisami FIA jest doładowany podtlenkiem LPG.
 Biegów ma tylko 5, ale za to jakich! "To nie są zwykłe biegi, zaprawdę powiadam Ci ja..." - mówił sprzedający kaszub, i zapewne miał rację.
Gdyby w czasie wyścigu Lotusy zostały w tyle - jest i hak - zawsze można doholować do mety, by nie było zbyt dużej straty czasowej za liderem stawki ;) Zresztą co ja mówię, to nie hak - to istny róg samego szatana! Mógłbym nim statki do portu wprowadzać, gdyby tylko kapitanat w Hamburgu mi zadzwonił z prośbą.

Szyby przyciemnione, żeby blask mej zajebistości nie raził innych kierowców na zewnątrz :)

Mało tego! Trafił mi się egzemplarz z bardzo rzadkiej limitowanej edycji specjalnej "Siberian Hot".
Obojętnie co się pokręci na panelu od nawiewów - na szybę leci gorące powietrze, a fotele obszyte są gustownym futrem z syberyjskiego niedźwiedzia szarego. Prawdziwy rarytas!

Sprzęt audio również najwyższej klasy - Blaupunkt. Niestety w obawie o moje bębenki nie wydał żadnego dźwięku, widocznie jeszcze nie jestem godzien dostąpić tego zaszczytu. W środku znalazłem jeszcze kasetę z przemówieniami Adolfa, zapewne Niemiec płakał jak sprzedawał (radio oczywiście).

Samochód przeszedł już przegląd zerowy w pit-stopie u teścia, naprawiony został tylny stabilizator, który lekko sobie wziął i zgnił, zamocowany jest również akumulator. Nic innego nie wymagało interwencji.

Czas zając się tuningiem, obróbkę metali już miałem na studiach, rozglądam się za podręcznikiem "Podstawy rzeźbiarstwa i rzemiosła artystycznego" żeby nie uszczknąć nic ze świetności po wspaniałych fachowcach serwisujących pojazd do tej pory.


Lecę, póki słońce jeszcze na nieboskłonie pozwala zajrzeć tu i tam.
Fotki dodam jak wrócę...

...UPDATE ...
 1. Świetny Krzysztof z patykiem - patron kierujących

 2. Audio z epoki: Blaupunkt Hamburg - udało się ożywić :)

 3. Lśniący lakier czerwonego demona.

 4. Wiecie jak wygląda demon od tyłu? Właśnie tak.

 5. Prawy bok wymaga dopracowania przed położeniem nowej powłoki lakierniczej.

 6. Engine start button.

No i filmiki na deser:
1. Ignition button

2. Udało się ożywić radyjo bez ryja ;)

wtorek, 11 marca 2014

Czerwony demon atakuje!

Wieść gminna niesie, że czerwone są najszybsze, więc wziąłem czerwony samochód ciężarowy z kratką :)

poniedziałek, 10 marca 2014

Ważny dzień z życia Złombolowca...

  Tak oto jutro wyruszam po bolid na wyprawę - piękny, lśniący, krwistoczerwony niczym ferrari,  

Polonez Kombi MPI 


:)

  Marzenia i plany niestety trzeba było dopasować do rzeczywistości rynkowej, niestety karetką w tym roku się nie uda pojechać, bo wszystkie na drugim końcu Polski - co przy cenie samego pojazdu jest wyprawą nie wartą skórki za wyprawkę.
  Tak więc (z braku laku i kit dobry) wybór padł na Poloneza Kombi, do którego mam zamiar założyć box dachowy i zmienić instalację gazową na sekwencyjną (podobno da się przy silniku MPI).


  Wycieczka po wóz odbędzie się środkami lokomocji łączonymi, w celu obniżenia kosztów, jako że mam do pokonania ponad 300km - to mam nadzieję, że tym razem się nie wkurwię tym co zastanę na miejscu.
  Plan podróży:
  1. bus Międzychód-Poznań
  2. tramwaj nr 17
  3. pociąg linii regionalnych do Puszczykowa
  4. stąd zabiera mnie jakiś ktoś z blablacar.pl prawie do Kartuz
  5. kupuję bolid, wpadam do Kartuz zjeść obiad z kumplem ze studiów
  6. zakupionym bolidem pędzę pod Koszalin do teściów na drugi obiad, kolację, flaszkę ze szwagrem i przekimać ;)
  7. wracam do domu


Życzcie mi powodzenia, trzymajcie kciuki, jak zakup dojdzie do skutku to wstawię zdjęcia.

piątek, 7 marca 2014

Leitmotiv wyjazdu

Przesłuchując zawartość znalezionego na parkingu pendrive'a (rozjechany samochodem, 8GB Toshiba - i działa) już wiem, co będzie obowiązkowo hymnem tegorocznej wyprawy:

Nie ma to tamto, muszę nagrać na kasetę, bo jak polonez, to i nośnik z epoki musi być, no nie? Gdzieś powinienem mieć jeszcze taśmy ze Stilonu :)

czwartek, 6 marca 2014

Czarne chmury

 Dzisiaj dostałem wiadomość, na którą czekałem od trzech tygodni: upatrzony przeze mnie Polonez - karetka, rocznik 2000, z podtlenkiem LPG, zarastający powoli zielonym nalotem organicznym, jednak nie będzie w najbliższym czasie na sprzedaż :(
"Syf, kiła i mogiła" -  pomyślałem - "Trzeba się wieczorem napić i obmyślić nowy plan.".
 Tak więc piszę tego posta spożywając browara (lub spożywam browara pisząc posta - zależnie od punktu widzenia, który znajduje się na wprost siedzenia) i obmyślam nowy plan.

 Będąc przy temacie obmyślania planu polecam zapoznanie się z materią w wykonaniu zespołu The Bill: 


 Na chwilę obecną mam dwa typy Pussy Wagona na oku. Ogłoszenia jeszcze są w sieci, niestety nie wiem, czy aktualne (znając moje szczęście, to pewnie nie). Na domiar złego - oba wozy znajdują się w sporej odległości ponad 300km ode mnie, i przy moim trybie pracy 6-18 jest to spore wyzwanie logistyczne.
W dodatku rozważam zmianę modelu wycieczkowozu z Poloneza na Żuka.
Jednakże nie tracę nadziei, jutro łapię za telefon, jak wszystko pójdzie po mojej myśli, to już w weekend poznacie kandydata na "Eurocopter Złombol Edizione Polonaise/Jucque".
Czymcie kciuki!!! ;)